Absolutna większość.

Kolejna dobra wiadomość z Waszyngtonu. Demokraci osiągnęli dzisiaj coś o czym marzyliśmy od lat. Wraz z decyzją Sądu Najwyższego w Minnesocie o przegranej w ubiegłorocznych wyborach, republikanina, Norma Colemana, demokrata Al Franken, stał się oficjalnie senatorem z tego stanu i przebił tym samym magiczną liczbę 60 głosów, potrzebnych do obalenia liberum veto republikańskiej mniejszości.

 

Sam Al Franken nie jest zbytnio błyskotliwym człowiekiem czy politykem, ale jak na Minnesotę, to i były komik jak on, wystarczy. Z naszego punktu widzenia, sen. Franken znany jest ze swych liberalnych poglądów i możemy go śmiało ulokować po stronie naszych sojuszników w walce o reformę prawa imigracyjnego, zwłaszcza że został już ulokowany w senackiej Komisji ds. Sprawiedliwości, która zajmuje się kwestiami imigracyjnymi. Jego ingres w Senacie, coraz bardziej pozwala nam na mniej kompromisową postawę vis-a-vis przeciwników "amnestii" i na bezkarne ignorowanie ich destruktywnych pomysłów.

 

Ciekawe czy sukces sen. Frankena pozwoli jednak demokratom w Waszyngtonie na znalezienie "kręgosłupa" i spełnienie swych wyborczych obietnic na temat reformy służby zdrowia i prawa imigracyjnego? Zawsze gdy z nimi rozmawiałem w przeszłości, jak jakiś grecki chór, słychać było: "Nic nie możemy zrobić, bo potrzeba nam 60 głosów." I to ciągłe załamywanie rąk!

 

Do roboty, panowie senatorowie! Obserwujemy was z uwagą!

 
powrót
Komentarze
Dodaj komentarz »
Chicago
Panie Mecenasie prosze rozwinac cos wiecej temat: "komisji imigracyjnej", ktorej to pan Schumer jest przewodniczacym,czy panowie tacy jak Luis Gutierrez i John McCain,tez uczestnicza w tych dyskusjach czy jak to tam nazwac "ustaleniach"??
Autor
Amerykański Kongres składa się z dwu izb, Senatu i Izby Reprezentantów. Każda z izb posiada osobne, lustrzane komisje, zajmujące się tymi samymi zagadnieniami, z dwóch różnych końców. Możemy mieć zatem dwa różne projekty ustaw, jedną od Izby Reprezentantów a drugą, od Senatu. Jeśli są między nimi istotne różnice, powstaje wtedy Komitet Konferencyjny, którego zadaniem jest dopracowanie końcowej, wspólnej wersji, przedstawianej prezydentowi do podpisu albo weta. Chuck Schumer i John McCain są senatorami a Luis Gutierrez kongresmenem. Mogą zatem formalnie dyskutować na temat reformy imigracyjnej jedynie podczas ewentualnej Konferencji. John McCain nie jest nawet członkiem podkomisji ds. Imigracji Senatu, której przewodniczącym jest sen. Schumer. Jego rola ogranicza się do wtrącania się poza kulisami i debaty nad ustawą na sali Senatu, do czego wszyscy senatorowie mają prawo, niezależnie od ich członkostwa w komisjach. Luis Gutierrez jest co prawda członkiem podkomisji ds. Imigracji Izby, ale tam pierwsze skrzypce gra pani Zoe Lofgren z Kalifornii. Kobieta ta jest o wiele bardziej stabilna emocjonalnie niż Gutierrez i równie wielką sojuszniczką w naszej walce o racjonalną reformę.
Szpieg z Krainy Deszczowców
"Odroczenie na koniec kadencji" A cóż w tym dziwnego? Reforma (nieuchronnie z elementami amnestii, bo przecież nie o wizy dla Hindusów w niej chodzi) to polityczny gorący kartofel. Nie sposób się jakiejś znaczącej grupie nie narazić. Albo lobby latynoskiemu, jak się reformie powie "nie", albo związkom zawodowym, jak się powie "tak"... Tymczasem co dwa lata jakieś wybory... Racjonalny, bezideowy polityk stosuje w tym przypadku dewizę prezydenta Wałęsy: "jestem za, a nawet przeciw". Obiecuje dużo, sugerując Latynosom, że jest po ich stronie, a robi mało, żeby upewnić związki zawodowe, że to lipa... A propos, jak tam z przekupieniem związkowych aktywistów obietnicą poparcia dla totalitarnej ustawy "card check"?
Autor
Nie ma w tym nic dziwnego u konwencjonalnego polityka. Barack Obama stylował się natomiast na polityka, który wykracza poza schematy i konwencje i wzbudził tym wśród wielu ludzi ogromne pragnienie "Zmiany" przez wielkie Z. Jeśli ktoś przeczyta moje wpisy z uwagą, to przekona się, że nigdy nie byłem tak zauroczony Obamą, jak wielu innych jego pro-imigracyjnych zwolenników, jak choćby Rep. Gutierrez. Tym większe jest teraz ich rozgoryczenie. Dla mnie jest to tylko przykre rozczarowanie, ale nadal uważam że jest jeszcze za wcześnie aby podsumowywać. A co do związków zawodowych, to są one generalnie za. Vide: http://www.adwokatbloch.com/index.php?p=3,p3.html&agid=110.
Przemek CT
Na czym dokladnie polega to podejscie Obamy do reformy emigracyjnej i innych programow? Przepraszam ze tak ciagne za jezyk, ale jak nie od Pana to od kogo. Dziekuje.
Autor
Mówiąc krótko, nie spodziewałem się po zeszłorocznych wyborach, że będę musiał dawać swoim klientom tylko 50 procent szansy na reformę imigracyjną. Prezydent Obama, podobnie jak to zrobił Bush, najchętniej odroczyłby tą "walkę" na koniec swojej drugiej kadencji i takie jego niechętne podejście jest widoczne na każdym kroku. Co do kontynuacji polityki Busha w USCIS i ICE, to nie ma lepszego przykładu niż tzw. program 287(g). Program ten deputuje lokalnych policjantów do ścigania nielegalnych imigrantów tak jakby byli wielkimi kryminalistami. Wystarczy tylko "zgooglować": "Sheriff Arpaio", aby przekonać się jak idiotyczny jest to pomysł. Co wcale nie przeszkodziło pani Napolitano, szefowej DHS, dopisać ostatnio do 287(g), dalszych 11 departamentów policyjnych, w tym Morristown i Monmouth w New Jersey. I przykładów takich można by mnożyć więcej. Dość powiedzieć, że od stycznia 2009, moja praktyka imigracyjna zmieniła się drastycznie. Zamiast szybkich PERM-ów w drugiej preferencji pracowniczej, większość moich spraw teraz, to (bardziej lukratywna) reprezentacja w sądach deportacyjnych. Jeśli prezydent Obama chciał potroić koszty spraw imigracyjnych, to mu się udało.
Przemek CT
Dlaczego GUtierez nie widzi w Obamie szansy na reforme systemu imgracyjnego? Czar Obamy prysl pod tym wzgledem?
Autor
Wiele osób w środowisku pro-imigracyjnym czuje się rozczarowanymi podejściem prezydenta Obamy, nie tylko do reformy imigracyjnej, ale i do wielu innych programów imigracyjnych. Kilka dni temu, "New York Times" opublikował krytyczny wobec niego edytoriał, w którym stwierdzono, że nie ma żadnej widocznej różnicy w egzekwowaniu prawa imigracyjnego, pomiędzy administracją Obamy a Busha. Z tego co rozumiem, Rep. Gutierrez poczuł się osobiście oszukany, bo przed wyborami, Obama obiecywał mu ponoć złote góry. Ja jestem dużo mniej emocjonalnym człowiekiem niż Rep. Gutierrez i wolę poczekać dłużej z ostatecznym sądem o prezydencie Obamie. Ale rzeczywiście, te pierwsze sześć miesięcy były bardzo deprymujące.
Przemek CT
A co sie stalo z Sen Gutierezem ? CZy to on nie stal na czele senatorow ktorzy tak glosno domagali sie reformy ?
Autor
Luis Gutierrez jest kongresmenem z Chicago, nie senatorem. A szkoda, bo lepszego sojusznika reformy imigracyjnej nie mamy w Waszyngtonie i krzesło senatorskie dało by mu lepszą trybunę i większe wpływy. (Tym bardziej skandaliczna była bezczelna nominacja pajaca Burress'a na to stanowisko przez eks. gubernatora Blagojevicha). Co się z nim dzieje? Nikt Panu tego nie powie oficjalnie, ale kongresmen Gutierrez przestał wierzyć w prezydenta Obamę i jego chęci zreformowania systemu. Krytykuje prywatnie Obamę, gdzie może, co nie wpływa pozytywnie na jego pozycję w Białym Domu. Sejmik Latynoski w Kongresie, który nie chce jeszcze palić mostów z Obamą, odstawił go na tor boczny. Kiedy sytuacja z Obamą stanie się już kompletnie jasna, Luis Gutierrez pojawi się znowu na scenie, albo jako cenzor, albo jako klakier Obamy.
Autor
Luis Gutierrez jest kongresmenem z Chicago, nie senatorem. A szkoda, bo lepszego sojusznika reformy imigracyjnej nie mamy w Waszyngtonie i krzesło senatorskie dało by mu lepszą trybunę i większe wpływy. (Tym bardziej skandaliczna była bezczelna nominacja pajaca Burress'a na to stanowisko przez eks. gubernatora Blagojevicha). Co się z nim dzieje? Nikt Panu tego nie powie oficjalnie, ale kongresmen Gutierrez przestał wierzyć w prezydenta Obamę i jego chęci zreformowania systemu. Krytykuje prywatnie Obamę, gdzie może, co nie wpływa pozytywnie na jego pozycję w Białym Domu. Sejmik Latynoski w Kongresie, który nie chce jeszcze palić mostów z Obamą, odstawił go tor boczny. Kiedy sytuacja z Obamą stanie się już kompletnie jasna, Luis Gutierrez pojawi się znowu na scenie, albo jako cenzor, albo jako klakier Obamy.
Autor
Luis Gutierrez jest kongresmenem z Chicago, nie senatorem. A szkoda, bo lepszego sojusznika reformy imigracyjnej nie mamy w Waszyngtonie i krzesło senatorskie dało by mu lepszą trybunę i większe wpływy. (Tym bardziej skandaliczna była bezczelna nominacja pajaca Burress'a na to stanowisko przez eks. gubernatora Blagojevicha). Co się z nim dzieje? Nikt Panu tego nie powie oficjalnie, ale kongresmen Gutierrez przestał wierzyć w prezydenta Obamę i jego chęci zreformowania systemu. Krytykuje prywatnie Obamę, gdzie może, co nie wpływa pozytywnie na jego pozycję w Białym Domu. Sejmik Latynoski w Kongresie, który nie chce jeszcze palić mostów z Obamą, odstawił go tor boczny. Kiedy sytuacja z Obamą stanie się już kompletnie jasna, Luis Gutierrez pojawi się znowu na scenie, albo jako cenzor, albo jako klakier Obamy.
Autor
Luis Gutierrez jest kongresmenem z Chicago, nie senatorem. A szkoda, bo lepszego sojusznika reformy imigracyjnej nie mamy w Waszyngtonie i krzesło senatorskie dało by mu lepszą trybunę i większe wpływy. (Tym bardziej skandaliczna była bezczelna nominacja pajaca Burress'a na to stanowisko przez eks. gubernatora Blagojevicha). Co się z nim dzieje? Nikt Panu tego nie powie oficjalnie, ale kongresmen Gutierrez przestał wierzyć w prezydenta Obamę i jego chęci zreformowania systemu. Krytykuje prywatnie Obamę, gdzie może, co nie wpływa pozytywnie na jego pozycję w Białym Domu. Sejmik Latynoski w Kongresie, który nie chce jeszcze palić mostów z Obamą, odstawił go tor boczny. Kiedy sytuacja z Obamą stanie się już kompletnie jasna, Luis Gutierrez pojawi się znowu na scenie, albo jako cenzor, albo jako klakier Obamy.
Szpieg z Krainy Deszczowców
Drogi Panie, Z Social Security to ja się bardzo chętnie wypiszę od zaraz, bez czekania na "w swoim czasie". Jeśli tylko Pańscy Koledzy w Waszyngtonie mi na to pozwolą. Śmiech zaś nie jest z uszu pana Obamy, tylko z jego ideologii. Amunicja: to, co mam, wystarcza mi, i wybór osła na prezydenta nie pogonił mnie do sklepu w celu zwiększenia zapasów. Zresztą, znacznie MNIEJ komicznym obrazkiem jest farmer, przestraszony wynikiem wyborów i kupujący skrzynkę amunicji, niż jakaś postać publiczna, w podobnej sytuacji publicznie wygłaszająca histeryczne tyrady o natychmiastowej emigracji. Amunicję można wykorzystać do postrzelania dla przyjemności, a jak się z siebie durnia zrobi przed kamerami, to już pozostaje na zawsze. Zaś co do literowania, to jest to zaiste nieustające źródło radości. Oto przykład Wam zapewne miły: http://a0.vox.com/6a00c2251d1206549d00e398e047580005-500pi Wypada ich nazwać debilami, czy też polityczna poprawność definiuje kogo wolno, a kogo nie?
Autor
Aha, niech się Pan nie obawia. Nikt Panu nie będzie zabraniał płacenia składek Social Security do wspólnej kasy i nie korzystania później ze świadczeń i ubezpieczeń medycznych. Połączy się Pan w tym doświadczeniu z milionami nielegalnych imigrantów, którzy od lat płacą składki przy każdym swoim czeku od pracodawcy, a w żaden sposób nie mogą wystąpić o emeryturę SS i Medicare. A przy okazji, jak tam ludzie w Ciemnogrodzie reagują na federalno-socjalistyczny program "Farm Subsidies", coś tak jakby dotacje dla PGR-ów?
Autor
Panowie z plakatami "I HAVE DRAEM" z Pańskiego linku są na tym samym poziomie intelektualnym jak wspomniany wcześniej "redneck" z programu HBO. Debilizm jest "color-blind". Literówki zaś, są zawsze zabawne. Pamiętam jak kilka dobrych lat temu, zamówiłem szyld do swojej kancelarii, w polonijnej firmie z Brooklynu. Po obstalowaniu przez fachowców, nad wejściem do mojej firmy wisiał znak, (co prawda tylko przez kilka minut), "LOVE OFFICE OF PRZEMYSLAW JAN BLOCH".
Jacek z ck.
Ja także widziałem ten program na HBO. Najweselszy był ten debil w podkoszulku z napisem "Say No to Socilism", który nie tylko nie wiedział jak się go speluje ale i co to jest.
Szpieg z Krainy Deszczowców
Drogi Panie, Żadne państwo nie zapewnia niczego, w takim sensie, w jakim lewica propagandowo stara się urabiać elektorat. Nie ma darmowej edukacji. Nie ma darmowej służby zdrowia. Nigdzie. Za to wszystko się płaci. Płaci się albo bezpośrednio, albo w podatkach (w tym drugim przypadku - więcej!). Sytuacja obecna w opiece zdrowotnej jest przypadkiem pośrednim: płaci się konkurującym ze sobą ubezpieczalniom. Pan Obama chciałby położyć państwową łapę na środkach przepływających przez ten system, a że państwowa opieka zdrowotna jest znacznie bardziej marnotrawna niż prywatna bądź nawet ubezpieczeniowa, to już go nie obchodzi. Chce sprzedać pomysł pod pozorem troski o najuboższych, a że niektórzy Amerykanie mu wierzą, to się nie dziwię - bez doświadczenia socjalistycznego nie są na te ekonomiczne brednie uodpornieni. Ale Polakom w takie voodoo wierzyć po prostu nie wypada... Co zaś do choroby psychicznej, to, proszę Pana, najwyraźniej nie dostrzega Pan FUNDAMENTALNEJ różnicy między lewicą a prawicą. Lewica przypisuje znacznie większą rolę państwu niż prawica, zatem dla lewicowca inna opcja u władzy jest po prostu tragedią - lewicowa wizja świata nie jest realizowana, lewicowiec czuje się osierocony i stąd te kabaretowe przysięgi po każdych przegranych wyborach, że to ten i ów koniecznie, natychmist "z tego kraju" emigruje (Barbara Straisand, na przykład). Dla konserwatysty lub libertarianina państwo rządzone przez lewicę nie jest aż taką tragedią, bo jest praktycznie niemożliwe trwałe zmienienie Stanów Zjednoczonych, nawet w dwie kadencje, w klon Związku Sowieckiego albo nawet Unii Europejskiej. A więc do pomysłów i wybryków towarzysza Obamy podchodzimy mniej więcej filozoficznie... Bardziej nas Dumbo bawi, niż straszy.
Autor
Czyli rozumiem z tego, że kiedy przyjdzie Pański czas, nie będzie Pan korzystał z quasi-socjalistycznego programu rządowego jakim jest Social Security czy Medicare? Bardzo chwalebne. Ciekawe jak do tego podejdą Pańscy konserwatywni sąsiedzi z Ciemnogrodu? A co do strachu przed Obamą vs. śmiechem z jego uszu, czy aby zaraz po wyborach nie zabrakło amunicji w sklepach z bronią palną w Pańskich rejonach kraju? Pamiętam, że w tamtych czasach oglądałem program na HBO, pt. "Right America. Feeling Wronged" i dawno się tak już nie ubawiłem, jak słuchając wyrażanych tam wypowiedzi, podobnych do Pańskich. Drogie Panie, proszę nie przestawać.
Szpieg z Krainy Deszczowców
Bardzo miła sytuacja. Lewica aż przebiera nogami, żeby zrealizować swoją wizję świata. Im dalej jednak na tej drodze, tym silniejszy opór zniesmaczonych obywateli. A wybory już za rok... Dalej, Lewico, niech Ci rozum do ostatka odbierze! Tłucz ludzi po głowie globalnym ociepleniem, państwową służbą zdrowia, pakietami "stymulacyjnymi" (marksizm-keynesizm, czyli wiara, że się herbata robi słodka od mieszania) a na efekty nie trzeba będzie długo czekać. http://www.rasmussenreports.com/public_content/politics/obama_administration/daily_presidential_tracking_poll Mesjasz już sporo na minusie...
Autor
Drogi Panie, jestem przekonany, że z "okopów Św. Trójcy" też na początku wszystko wyglądało różowo. Niech się Pan przygotuje duchowo na przynajmniej osiem lat "dyktatury" ludzi wykształconych i inteligentnych, bo w innym przypadku, doprowadzi się Pan do choroby psychicznej. A z drugiej strony, to naprawdę nie widzi Pan skandalu w tym, że takie potężne państwo jak USA, nie zapewnia swoim mieszkańcom podstawowych świadczeń jak opieka zdrowotna?
chicago
Co pan o tym mysli ??? http://www.dziennik.com/news/usa/2913
Autor
Po pierwsze, staram się jak mogę, nie czytać Nowego Dziennika, bo mam z jego redakcją wieloletni już konflikt. Nie popieram bowiem gazet, które celowo lub bezmyślnie, wystawiają swoich czytelników na żer, promując na swych łamach różnego rodzaju pokątnych "specjalistów imigracyjnych", takich jak dawniej p. Andrzej Olszewski vel Andrew Olshevski, czy obecnie p. Myszyński ps. "Konsul". Nie ma żadnego powodu aby takich osobników nobilitować. A co do najnowszego wywiadu sen. Schumera, to nie wprowadza on nic nowego do dyskusji i jest raczej mętny, bowiem sam sen. Schumer nie ma jeszcze pojęcia jak się ta historia potoczy. Chciał zostać po sen. Kennedy'im trybunem latynoskich wyborców, i nim został. Czy reforma będzie, czy nie, na pewno mu to nie zaszkodzi.
Szpieg z Krainy Deszczowców
Wahadło. Po mocno lewicującym ośle (hehe) zwykle przychodzi słoń, który jest Republikaninem Nie Tylko z Nazwy (tzw. RINO). Cartera ludzie mieli tak dość, że wybrali Reagana. Po nich przyszły trzy prezydentury mli-mli z obu partii i doprawdy, trudno się doszukać istotnych różnic praktyki politycznej między Clintonem a Bushem. Wiele sobie obiecuję po prezydenturze towarzysza Obamy i kompromitacji "postępu" którą ona przyniesie.
Autor
Pożyjemy, zobaczymy.
czytelniczka Monika
kibicujemy panom senatorom, kibicujemy goraco aby tak dalej praca szla!!! zbyt dlugo ustawa czekala w cieniu. Mam nadzieje, ze jeszcze przed przerwa wakacyjna, beda widoczne efekty ciezkch prac..... a rak prosze nie zalamywac panowie senatorowie swiat sie nie konczy jeszcze
Autor
Piękne życzenia, trochę z odrobiną ironii, ale proszę jednak nie mylić konceptu 60 demokratycznych senatorów z 60 postępowymi senatorami. Kilku demokratów w Senacie jest demokratami z imienia tylko. Jak to niedawno skwitował jeden z komentatorów sceny politycznej, demokraci owi to nowa Partia Republikańska, a obecna Partia Republikanska to tylko garstka klerykalizujących hipokrytów.
 
strona głównao kancelariibloglegal disclaimersponsorowania pracowniczesponsorowania rodzinnedeportacjebiuletyn wizowyoszustwa imigracyjnepomocne strony internetowepodatki i księgowośćkontakt i dojazd
Copyright © 1998-2012 Przemysław Jan Bloch PC. All rights reserved.
www.polishwebpages.com